Posty

Krzysztof Wirpsza - "Babcie" jako święta kakofonia

W cyklu „To żyje!” próbowałem opisać moment, w którym grupa przestaje przypominać dobrze zarządzaną fabrykę, a zaczyna zachowywać się jak żywy organizm. Wszystko zaczęło się od jednego okrzyku. „ CHCĘ TEGO! ” Nie był to jeszcze wielki program życiowy. Raczej młodzieńczy przebłysk czegoś, co na chwilę przebiło się przez warstwę społecznych oczekiwań. W tamtym momencie nie rozumiałem jeszcze, czym właściwie jest ten impuls. Wiedziałem jedynie, że kiedy ktoś naprawdę wypowiada się własnym głosem, dzieje się coś przedziwnego. Inni również zaczynają zadawać sobie pytanie, czego naprawdę chcą. Żywiołowa ekspresja jako wieloletnie dojrzewanie Od tamtych wydarzeń minęło już ponad dwadzieścia lat. Gdyby odkrycie zjawiska żywiołowej ekspresji okazało się wtedy jedynie ciekawostką, zapewne nigdy nie wróciłbym do niego po takim czasie. Stało się jednak coś zupełnie innego. Z biegiem lat ten sam mechanizm zaczął mi się ujawniać w coraz to nowych ...

Krzysztof Wirpsza - "To żyje!" jako doskonała niedoskonałość

W poprzednim odcinku, Emre wpada do pokoju wściekły i oznajmia mi, że grupa produkuje barachło. Nie musi mnie do tego przekonywać. Od dwóch dni myślę dokładnie tak samo. Jeszcze tej samej nocy odkrywamy coś ciekawego. Czasami wystarczy jeden człowiek, który odważy się wrzasnąć „CHCĘ TEGO!”, aby wszyscy zaczęli, "na załamanie karku", zastanawiać się, czego ONI chcą naprawdę. Frankenstein  W 1818 roku młoda Mary Shelley publikuje powieść „Frankenstein”. Większość ludzi pamięta jednak nie powieść, lecz późniejszy film. To właśnie stamtąd pochodzi słynny okrzyk: „It's alive!” („To żyje!”) Znacie? To posłuchajcie. Doktor Frankenstein przez długi czas zbiera oddzielne fragmenty ludzkich ciał. Na skutek poznanej przez siebie "zasady życia", jest w stanie sprawić, że te elementy ponownie połączą się w całość, tworząc ożywionego z martwych stwora. Rezultat jest, mówiąc delikatnie, daleki od ideału. Nic tam nie jest eleganckie. Nic harmonijne. Nic nie przypomina dzieła...

Krzysztof Wirpsza -"To żyje!" jako własny głos

W poprzednim odcinku opisałem sposób pracy organizatorów obozu teatralnego w jakim brałem udział w młodości. Uznali oni, że skoro młodość cierpi na nadmiar chaosu, warto przeciwstawić jej dyscyplinę, determinację i siłę woli. Pojawiły się zadania, terminy i presja, a także nieustanne przekraczanie własnych ograniczeń. Efekty wydawały się imponujące. Robiliśmy rzeczy, których normalnie nigdy byśmy nie zrobili. Wykazywaliśmy się odwagą - sprytem - i determinacją. Coraz bardziej jednak przypominaliśmy przy tym cienie. Zmęczeni. Wzrok błędny, nieobecny. Coraz mniej było człowieka – w człowieku. Własny głos Sam postulat przełamywania barier siłą woli brzmi oczywiście bardzo apetycznie. Trudno, żeby nie. Człowiek zdobywa niemożliwe. Zadziwia sam siebie. Wchodzi na Mount Everest i jest dumny. Sęk w tym, że taka pracowita wizja ma swoją cenę. Nie mówię o relacjach. I nie mówię o zdrowiu. To osobne tematy. Mówię o tym, co jest twoje (a co nie). Inaczej: o twoim własnym głosie . Czy takie prz...

Krzysztof Wirpsza - „To żyje!” jako przełamywanie barier

W poprzednim odcinku opisałem obóz teatralny dla młodych instruktorów z różnych krajów Europy, zorganizowany we włoskim regionie Castelli Romani. Tłem tej historii jest charakterystyczna dla Włoch „piękna brzydota” – świat stary, zużyty i na swój sposób malowniczy. W takiej scenerii pojawiają się młodzi ludzie: pełni energii, planów i teorii o życiu, przekonani, że za chwilę zdobędą świat. Byłem jednym z nich. W treści odcinka dążyliśmy do zrozumienia ideałów młodości. Powiedzieliśmy, że duża część energii młodego człowieka kieruje się w stronę relacji z innymi oraz nieustannego poszukiwania tożsamości. Przedstawiliśmy tamtą grupę jako przykład. Brakuje osadzenia. Kierunku. Nikt nie wie dokąd iść. Wszyscy są „wszędzie”. O strefie komfortu i przełamywaniu barier Organizatorzy obozu doskonale rozumieli, że młody człowiek przypomina rozkręcony silnik pozbawiony kierownicy.  Mnóstwo energii. Hałasu. Cel pozostaje kwestią otwartą. Wydawali się bardzo świadomi tej uciążliwej, a często ...

Krzysztof Wirpsza — „To żyje!” jako młodość z przytupem

Nazywam się Krzysztof Wirpsza. To, co tutaj piszę, jest częścią projektu warsztatów „Laboratorium Wyobraźni” jaki stworzyłem. Projekt kieruję do młodzieży, pod hasłem: żywiołowa ekspresja - obudź inicjatywę . Odnoszę się w nim do idei żywiołowej ekspresj i, czyli zdolności przekładania tego, co naprawdę nas porusza, na działanie — w warunkach niepewności i chaosu. W tekście (w sumie czteroodcinkowym) ilustruję istotę żywiołowej ekspresji na przykładzie pewnej mojej historii z młodości. Zapraszam na pierwszą część - wprowadzenie w temat. O młodości z przytupem Zaczęło się tak. Lata temu przyjechałem do Włoch na projekt teatralny dla instruktorów młodzieży z różnych krajów Europy. Obóz organizowała International Synergy Group — sieć ludzi i organizacji młodzieżowych, zajmujących się edukacją pozaformalną i rozwojem przez doświadczenie. My, uczestnicy, sami byliśmy wtedy młodzieżą. Taką trochę starszą – młodymi dorosłymi. No, ale wciąż młodzieżą. I, jak to z młodzieżą bywa, życie ...

Krzysztof Wirpsza - Everyman, albo problem z wyobraźnią

Słowo „ wyobraźnia”  ma w polskim języku dziwny status. Z jednej strony brzmi pozytywnie. Szlachetnie. Artystycznie. Z drugiej — bardzo często budzi skojarzenia nie do końca praktyczne. Kiedy słyszymy słowo „ wyobraźnia” , wielu z nas myśli o konkretnym typie człowieka. O artyście. Pisarzu. Reżyserze. Autorze książek, filmów i spektakli. Kimś, kto tworzy światy. I nie ma w tym nic złego. Przeciwnie. Większość z nas lubi kino. Czyta książki. Chodzi do teatru. Chętnie słucha ludzi, którzy potrafią opowiadać historie i tworzyć rzeczy piękne. Problem polega na czymś innym. Większość z nas wcale nie planuje zostać kimś takim. "Pan poeta, pan poeta?" Coś nie bardzo nam się tęskni za Olimpem. Mamy własne życie. Cokolwiek bardziej, nazwijmy to,  real ne .  Pracę. Dzieci. Rachunki. Zakupy. Terminy. Zmęczenie. Całą logistykę codzienności. To znaczy teoretycznie tak, oczywiście. Możemy podziwiać. Możemy nawet zazdrościć, bo przecież zazdrościć ...