Krzysztof Wirpsza - „To żyje!” jako przełamywanie barier
W poprzednim odcinku opisałem obóz teatralny dla młodych instruktorów z różnych krajów Europy, zorganizowany we włoskim regionie Castelli Romani. Tłem tej historii jest charakterystyczna dla Włoch „piękna brzydota” – świat stary, zużyty i na swój sposób malowniczy. W takiej scenerii pojawiają się młodzi ludzie: pełni energii, planów i teorii o życiu, przekonani, że za chwilę zdobędą świat. Byłem jednym z nich.
W treści odcinka dążyliśmy do zrozumienia ideałów młodości. Powiedzieliśmy, że duża część energii młodego człowieka kieruje się w stronę relacji z innymi oraz nieustannego poszukiwania tożsamości. Przedstawiliśmy tamtą grupę jako przykład.
Brakuje osadzenia. Kierunku. Nikt nie wie dokąd iść. Wszyscy są „wszędzie”.
O strefie komfortu i przełamywaniu barier
Organizatorzy obozu doskonale rozumieli, że młody człowiek przypomina rozkręcony silnik pozbawiony kierownicy.Mnóstwo energii. Hałasu. Cel pozostaje kwestią otwartą.
Wydawali się bardzo świadomi tej uciążliwej, a często idealizowanej, cechy młodości.
W swoim zamierzeniu postanowili zatem stworzyć przeciwwagę.
Rozumowali następująco: skoro młodzież prezentuje naturalną skłonność do włóczenia się po świecie, rozmawiania do późna w noc, romansowania z kim popadnie, picia wina na litry i jeszcze dopisywania do tego wszystkiego głębokiego sensu, należy zadać im coś dokładnie odwrotnego.
Należy ich zmobilizować.
Zadźwięczały wielkie hasła epoki. Przełamywanie barier. Wychodzenie ze strefy komfortu. Pokonywanie własnych ograniczeń. Ogólnie: jeśli czegoś chcesz, wykaż się pracowitością, odpornością psychiczną i konsekwencją, a życie odwzajemni ci się.
Z nawiązką.
Wydawali się bardzo świadomi tej uciążliwej, a często idealizowanej, cechy młodości.
W swoim zamierzeniu postanowili zatem stworzyć przeciwwagę.
Rozumowali następująco: skoro młodzież prezentuje naturalną skłonność do włóczenia się po świecie, rozmawiania do późna w noc, romansowania z kim popadnie, picia wina na litry i jeszcze dopisywania do tego wszystkiego głębokiego sensu, należy zadać im coś dokładnie odwrotnego.
Należy ich zmobilizować.
Zadźwięczały wielkie hasła epoki. Przełamywanie barier. Wychodzenie ze strefy komfortu. Pokonywanie własnych ograniczeń. Ogólnie: jeśli czegoś chcesz, wykaż się pracowitością, odpornością psychiczną i konsekwencją, a życie odwzajemni ci się.
Z nawiązką.
Nadczłowiek, albo kultura zap...dolu
W praktyce wyglądało to tak: dostajesz zadanie, masz je wykonać, i nie ma kwękania.
Jeżeli czegoś się boisz, powinieneś zrobić to tym bardziej.
Jeżeli coś wywołuje dyskomfort, prawdopodobnie znajduje się w tym zagrzebana energia zmiany.
A jeżeli masz ochotę uciec - tym bardziej należy zostać.
Jeżeli czegoś się boisz, powinieneś zrobić to tym bardziej.
Jeżeli coś wywołuje dyskomfort, prawdopodobnie znajduje się w tym zagrzebana energia zmiany.
A jeżeli masz ochotę uciec - tym bardziej należy zostać.
Masz być Nadczłowiekiem.
W tamtych czasach brzmiało to bardzo nowocześnie. Dzisiaj już coraz mniej jest to wszystko oczywiste. Kultura zap...dolu? Coś w tym rodzaju. Z jednej strony nie straciła wcale na aktualności pochwała wysokich aspiracji oraz ciężkiej pracy. Z drugiej, coraz częściej zadajemy sobie pytanie nie tylko "co chcę osiągnąć", ale też "jakim kosztem".
W tamtych czasach brzmiało to bardzo nowocześnie. Dzisiaj już coraz mniej jest to wszystko oczywiste. Kultura zap...dolu? Coś w tym rodzaju. Z jednej strony nie straciła wcale na aktualności pochwała wysokich aspiracji oraz ciężkiej pracy. Z drugiej, coraz częściej zadajemy sobie pytanie nie tylko "co chcę osiągnąć", ale też "jakim kosztem".
Zastanawiamy się nad sensem realizowania ideałów, jeżeli ciało cierpi, a wrodzona szczerość, choćby i poprzez mgłę, szepcze nam do ucha: "mam to gdzieś".
Przestrzeń zamazana
Pamiętam wyraźnie jedną scenę.Siedzimy na sali gimnastycznej. Jest nas dwanaścioro - inne, podobnie liczne grupy obradują w tym samym czasie w pozostałych częściach szkoły. Sala starego typu. Posadzkę wykonano z drewnianej klepki, pociemniałej od lat wcierania pasty do podłóg. Okna z metalowymi ochraniaczami - wysoko pod sufitem. Pod drabinkami - ławki.
Środek dnia. Przez okna wpada ostre włoskie słońce. Gdzieś za murami czekają pagórki, winnice i kawiarniane ogródki. A jednak siedzimy tutaj. Niektórzy na ziemi. Inni okrakiem na ławkach albo piłkach. Jeszcze inni krążą po sali, próbując rozładować wszechobecny stres.
Niewyspanie. Pośpiech. Porysowane ściany. Włosy sklejone od potu. I godziny spędzone nad zadaniami, które koniecznie trzeba skończyć na wczoraj.
Coraz mniej zachwytu samym faktem bycia tutaj, coraz więcej spuchniętych powiek, lepiących się dłoni i obolałych ramion.
Mam na to dobrą nazwę: przestrzeń zamazana.
Nad czym pracujemy
Pracujemy nad przedstawieniem. Nie jest to klasyczne teatralne przedstawienie z tekstem, ale występ z gatunku contemporary dance – coś w rodzaju serii ruchowych etiud wyrażających określone skojarzenia. W etiudach poruszamy się do muzyki, tworząc zarówno grupowe, jak i bardziej indywidualne układy podporządkowane wspólnej idei.Problem polega na tym, że nic nie jest jeszcze gotowe.
Musimy sami wymyślić temat. Musimy stworzyć poszczególne etiudy. Musimy zdecydować, jaka muzyka będzie im towarzyszyć, jak połączyć to w całość i rozdzielić role. Musimy to wszystko na koniec zapamiętać, przećwiczyć. A równolegle trzeba zorganizować salę, przygotować promocję i zadbać o dziesiątki drobiazgów, bez których żaden publiczny występ po prostu się nie odbędzie.
W teorii brzmi to rozsądnie.
W praktyce oznacza dwanaście osób z różnych krajów, które mordują się w dzień i w noc, po to aby wspólnie stworzyć coś sensownego, zanim skończy się czas.
Pytania "czy to jest moje" nikt nie zadaje.
To pytanie brzmiałoby tu niedorzecznie.
Totalny trans
W którymś momencie, człowiek w takiej sytuacji przestaje funkcjonować według zwyczajnych zasad. Śpi za mało. Je za szybko. Myśli coraz mniej. Organizm przechodzi w osobliwy tryb awaryjny.
W takich chwilach rzeczywiście pojawia się poczucie przekraczania własnych granic. Nagle okazuje się, że można zrobić więcej. Odważyć się działać niekonwencjonalnie. „Wyjść z pudełka”. "Być wielkim".
W tym sensie, to jest życie doprowadzone do wrzenia. To jest maksymalne zmobilizowanie siły życiowej, jakie wyraża Taniec Słońca Siouxów, oraz maoryskie haka.
Tu jednak pojawia się problem.
Jak długo da się żyć w stanie alarmu?
W takich chwilach rzeczywiście pojawia się poczucie przekraczania własnych granic. Nagle okazuje się, że można zrobić więcej. Odważyć się działać niekonwencjonalnie. „Wyjść z pudełka”. "Być wielkim".
W tym sensie, to jest życie doprowadzone do wrzenia. To jest maksymalne zmobilizowanie siły życiowej, jakie wyraża Taniec Słońca Siouxów, oraz maoryskie haka.
Tu jednak pojawia się problem.
Jak długo da się żyć w stanie alarmu?
Bo kiedy patrzyłem na nasze niewyspane twarze, na ludzi funkcjonujących całymi dniami wyłącznie dzięki kawie, adrenalinie i poczuciu misji, miałem wrażenie, że uczymy się nie tyle żyć, co... skutecznie ignorować sygnały własnego organizmu.
A to jednak nie dokładnie to samo.
Brakuje czegoś bardzo istotnego: uczucia wewnętrznej zgody.
cdn
Krzysztof Wirpsza
Komentarze
Prześlij komentarz