Krzysztof Wirpsza - "To żyje!" jako doskonała niedoskonałość
W poprzednim odcinku, Emre wpada do pokoju wściekły i oznajmia mi, że grupa produkuje barachło. Nie musi mnie do tego przekonywać. Od dwóch dni myślę dokładnie tak samo. Jeszcze tej samej nocy odkrywamy coś ciekawego. Czasami wystarczy jeden człowiek, który odważy się wrzasnąć „CHCĘ TEGO!”, aby wszyscy zaczęli, "na załamanie karku", zastanawiać się, czego ONI chcą naprawdę. Frankenstein W 1818 roku młoda Mary Shelley publikuje powieść „Frankenstein”. Większość ludzi pamięta jednak nie powieść, lecz późniejszy film. To właśnie stamtąd pochodzi słynny okrzyk: „It's alive!” („To żyje!”) Znacie? To posłuchajcie. Doktor Frankenstein przez długi czas zbiera oddzielne fragmenty ludzkich ciał. Na skutek poznanej przez siebie "zasady życia", jest w stanie sprawić, że te elementy ponownie połączą się w całość, tworząc ożywionego z martwych stwora. Rezultat jest, mówiąc delikatnie, daleki od ideału. Nic tam nie jest eleganckie. Nic harmonijne. Nic nie przypomina dzieła...