Krzysztof Wirpsza – Szczery wygłup - aktywizujące zamieszanie
Nazywam się Krzysztof Wirpsza i pracuję z młodzieżą nad odwagą mówienia własnym głosem. Prowadzę warsztaty "Laboratorium Wyobraźni", skupiające się właśnie na tym -
- jak sprawić żeby Ci się chciało
- żebyś się interesował
- żebyś miał coś do powiedzenia
- i żebyś wierzył, że warto to powiedzieć (nawet jeśli Cię początkowo nie zrozumieją).
Nie, nie ma to nic wspólnego z nauką szkolną, i powyższe stwierdzenia nie są w sensie nauki szkolnej.
Są w sensie chęci życia, wypieków na twarzy, radości posiadania własnego zdania.
Kluczem do tego jest szczery wygłup.
Zaraz, co, jak? Wygłup?
Wygłup kojarzy się z czymś płytkim, rozpraszającym. „Niepoważnym”.
A jednak - ma też inną stronę.
Jeżeli jesteś gotowy się wygłupić, zazwyczaj oznacza to także gotowość do podjęcia działań.
"Rrrraz kozie śmierć!"
Każda prawdziwa inicjatywa - to również ryzyko wygłupu (lęk przed wygłupem - blokuje większość inicjatyw).
Tego typu wygłup można praktykować.
I to właśnie dzieje się na moich warsztatach.
U progu innego świata
W latach 70. i 80. zdarzyło mi się uczestniczyć w zajęciach słynnej pracowni plastycznej pani Barbary Szydelskiej w Warszawie na Żoliborzu.
Plastyka w szkole oznaczała dla nas wtedy kredki świecowe i kartki A4, które i tak zaraz lądowały w koszu. Świat wyobraźni był ciasny, zredukowany, traktowany jako coś zbędnego.
Natomiast tamta pracownia - o, to było coś zupełnie innego.
Ściany wyglądały jak wnętrze ze snu — twarze, ryby, sterowce, smoki, ogromne fioletowe ośmiornice. Pani Basia uśmiechała się, wręczała pędzel i mówiła: masz kawałek ściany. Maluj.
Nie było instrukcji.
Nie było pytania, czy umiesz.
Po prostu — rób.
W ciągu tych dwóch niesamowitych godzin przeżywaliśmy po kilka żyć.
Szał żywiołowej ekspresji
To nie było „malowanie”.
To była czysta kreacja.
W pochlapanych farbą fartuchach każdy tworzył swoje odważne, często kompletnie „pojechane” arcydzieło. Linoryty, kolaże, konstrukcje z drutu, maski, glina, gipsowe odlewy, co chcesz.
Ale to była tylko część.
Dalej zaczynał się ruch, śmiech, chaos, rozmowy. Opowiadanie kawałów, występy na stołach, końskie zaloty. Oblewanie się wodą sodową z butelek, zabawy w bóg-wie-co. Pełna swoboda bycia.
Pracownia przypominała rozkrzyczane Muppet Show — każdy stawał się tu unikalnym "dziwadłem" opowiadającym swoją niepowtarzalną historię.
Zaprzątało nas wtedy jedno - wyrażenie siebie — bez lęku, bez kontroli, bez potrzeby „dobrego wychowania”.
Jak błysnąć — szczerze — sobą. I jak dać się ponieść pasji cudzego one-man-show.
To było coś.
I to właśnie nazywam - szczerym wygłupem.
Bez instrukcji obsługi
Lata później trafiłem na inną tego rodzaju "wygłupialnię". Była to Odyseja Umysłu, Stanley'a Mickuls'a. Nieco inna forma, inny kontekst — a jednak — ten sam rdzeń.
To, co w takich miejscach wydaje się zawsze uderzające, to brak jednej właściwej drogi jaką prowadzący narzuca. W Odysei np zespół dostaje problem, który wymaga wymyślenia własnych zasad. Trzeba coś skonstruować, zagrać, opowiedzieć, rozwiązać — ale bez instrukcji. Pomysły rodzą się "na pniu", ze śmiałości mówienia "co ci do głowy przyjdzie".
W tej dowolności, uruchamiała się w ludziach inteligencja. Nie ta szkolna. Żywa — reagująca na stan obecny, odważnie łącząca fakty, wykorzystująca przypadek i wychodząca poza schemat.
Uczestnicy uczyli się tam jednej rzeczy. Pierwsze rozwiązanie rzadko bywa najlepsze. Czasem wręcz - jest najgorsze. Dlatego warto iść dalej. Warto testować najdziksze eksperymentalne modele. Nawet jeśli wydają się „głupie” — właśnie w tej ich „głupocie” — często — kryje się prawdziwe nowatorstwo.
W relacjach uczestników Odysei — już po latach — powtarza się wspólny motyw. Nie pamiętają szczegółów zadań, ale pamiętają stan. Swobodę myślenia, brak lęku, gotowość do proponowania rzeczy nieoczywistych. No i to, że ich pomysły były traktowane poważnie — nawet jeśli wydawały się absurdalne.
To doświadczenie zostaje.
Przekłada się później na sposób działania: odwagę samodzielnego myślenia, zdolność pracy w zespole, umiejętność niezniechęcania się i wysoką samoocenę.
To jest dokładnie to samo, co pracownia plastyczna pani Basi:
przestrzeń, w której wygłup, odpowiednio rozumiany, przestaje być czymś do ukrycia. Staje się
praktyką samodzielnej inicjatywy.
Wygłup jako inicjatywa
Szczery wygłup - to tak jakby młody człowiek, wychowany w kulcie zewnętrznego autorytetu - norm rodzinnych, zasad towarzyskich, Instagrama, Tik-Toka i tak dalej - miał okazję nagle szczerze na całe gardło zakrzyknąć:
"A ja mam inaczej!!!"
Zauważmy: w tym momencie nikt jeszcze nie daje mu na to zgody. To jest dla nich NOWE. Kompletnie. A zatem, może wydawać się "głupie". Każda naprawdę nowa rzecz kiedyś się taka wydawała.
Młody człowiek, za każdym razem gdy występuje z czymś nie narzuconym przez społeczne normy, ale własnym, swoim (szczerym), musi zmierzyć się z posądzeniem o głupotę.
Musi być gotów na wygłupienie się.
Jednak czasem też, takie wygłupienie się (a tak naprawdę - odwaga posiadania własnego zdania) będzie budzić w innych uznanie.
I to jest właśnie w tym najważniejsze.
Na warsztatach, które prowadzę, kiedy przełamujesz zewnętrzne normy, po to aby pokazać siebie, inni uczestnicy widzą twoją autentyczność i — odruchowo — doceniają ją.
Dzieje się wtedy coś rzadkiego.
Pojawia się odwaga wyrażania siebie, bez uwagi na cokolwiek.
Pojawia się też szacunek dla wszystkich tych, którzy wyrażają siebie po swojemu.
Apetyt na życie
Możemy to podsumować dwoma słowami: apetyt na życie.
Dzieci mają ten apetyt naturalnie — choć potrafi zniknąć w procesie dorastania, zastąpiony oceną, dopasowaniem się, przewidywalnością — w ramach zasad społecznych, które realizujemy, po to aby nie było zgrzytu.
Szczery wygłup - na chwilę anuluje te zasady.
I tym samym - odsłania apetyt.
Nie obniża poziomu.
Podnosi go.
Otwiera dostęp do:
- spontaniczności
- wyobraźni
- odwagi działania
- zdolności reagowania tu i teraz
Co zostaje po warsztatach
Młody człowiek nabiera własnej wyrazistej osobowości.
Wychodzi jako ktoś, kto:
- nie potrzebuje instrukcji, żeby zacząć
- potrafi reagować i improwizować, a nie tylko odtwarzać
- wchodzi w kontakt z innymi bez napięcia i pozy
- szanuje innych w ich odmienności - i współpracuje z nimi
Taki ktoś:
- szybciej podejmuje decyzje
- łatwiej wchodzi w nowe sytuacje
- nie ocenia
Przez to zanurza się w dorosłość z jakością, którą trudno potem nadrobić:
poczuciem, że można działać, nawet kiedy nie wszystko jest do końca idealne.
Krzysztof Wirpsza
Artykuł o ukazał też na Linked In: https://www.linkedin.com/pulse/szczery-wyg%25C5%2582up-drzwi-do-inicjatywy-krzysztof-wirpsza-xzejf/?trackingId=ZLPMlXevTsqAt92UVGq6gA%3D%3D
OdpowiedzUsuń